Dzień dobry.Nazywam się Kamila,mam 25 lat i 6-letnią córkę.Od czerwca 2011 nie mieszkam z byłym mężem,a w styczniu odbyła się rozprawa rozwodowa.Rozwód uzyskaliśmy bez orzeczenia o winie i władzę rodzicielską dla nas obojga.Mieszkam w miejscowości oddalonej od miejsca pracy.Pracuje jako dowódca ochrony w markecie NOMI.Dzięki insp.regionalnemu udało mi się dostać umowę o pracę,a dzięki przychylności kolegów mogę pracować tylko na ranną zmianę aby móc zajmować się dzieckiem.Niestety do pracy muszę dojeżdżać,więc córka na noce zostaje u mojej babci,która zaprowadza i odbiera dziecko ze szkoły i sprawuje nad nią opiekę do mojego powrotu.Ojciec dziecka za każdym razem kiedy chce się spotkać z córką dzwoni do mnie i umawiamy się na widzenie,i nie mamy z tym problemu.Ostatnimi czasy zamieszkał z nami mój partner,który akceptuje moje dziecko,traktuje ją jak własną córkę,a i ona bardzo go polubiła.Dziecko jest zadbane,ma własny pokój i wszystko co jest jej potrzebne.Nigdy nie chodzi głodne,zawsze się z nią bawimy,chodzimy na spacery,jeździmy na wycieczki.Tylko moi rodzice zaczynają stwarzać problemy!straszą mnie kuratorem sądowym i pozbawieniem praw do dziecka!Tylko dla tego,że pozwalam na w miarę częste spotkania z ojcem dziecka,że raz w miesiącu nocuje u niego i jego rodziców.Non stop robią o to awantury.Uważają,że mnie jest tak wygodnie,że w ten sposób pozbywam się dziecka z domu i nie mam problemu.Jednak dla mnie sprawa wygląda zupełnie inaczej-ja nie miałam ojca w domu.Kiedy miałam 4 lata mama wzięła ślub z ojczymem,który uznał mnie jako swoją córkę,dał nazwisko,a teraz myśli,że względem mnie,mojej córki i naszego życia może wszystko.To,że z dzieciństwa nie pamiętam nic prócz wiecznych awantur,pijanego ojca,bicia i ucieczek z domu-to już nie jest ważne-było minęło.Nie pozwoliłam sobie na takie samo życie,wyrzuciłam męża z domu i staram się ułożyć życie od nowa.Udawałoby się to nam tylko oni nie dają nam spokoju.Ciągle chcą kontrolować mnie i to co robię.Odnoszę wrażenie,że nie wolno mi do sklepu wyjść bez powiadomienia ich o tym bo zaraz jest kilka telefonów gdzie jestem,z kim, co robię i kiedy wrócę!I to ciągłe zastraszanie,że mi ją zabiorą!wczoraj był były mąż,przyprowadził córkę do domu a ona stwierdziła,że zostaje na noc w domu,mimo,że idę rano do pracy.chciała zostać w domu bo stęskniła się za moim partnerem,z którym jest bardzo zżyta.Więc zadzwoniłam do babci,że dziecka nie przyprowadzę na noc ponieważ mała chce zostać w domu.Za chwile dzwoni moja mama i zaczyna wyzywać mnie od jakiej tylko.Po czym wydaje mi polecenie przyprowadzenia córki na noc do domu.Nie mija 10 min jak moja babcia wchodzi do mnie do domu i awanturując się chce zabrać małą do siebie.Próbowałam jej spokojnie wytłumaczyć,że córka chce zostać razem z nami.Po czym babcia wielce oburzona wyszła.Ale niestety było by to zbyt piękne gdyby tylko na tym się skończyło.Zaraz potem zadzwonił mój ojczym,zaczął mi wymyślać co robi zawsze,i stwierdza,że "on chce widzieć dziecko na noc i ja nie mam nic do gadania,poza tym jeśli będę utrudniała im widzenia to oni utrudnią mi życie". Cały sęk w tym,że ja nie utrudniam dziadkom kontaktu z wnuczką i nie chcę tego robić.Ale nie pozwolę tak traktować siebie,moje dziecko ani mojego partnera.Myślę też,że mierzą nas swoją miarą,bo gdy matka spotykała się z ojczymem zostawiała mnie u obcych ludzi.Jakichś koleżanek,ciotek itp.Ojczym nigdy nie traktował mnie jak dziecko tylko jak podrzutka,który był w gratisie do matki.Cóż ja w tej sytuacji mogę zrobić?Czy mam wyprowadzić się z domu żeby dali mi wreszcie spokój? I co najważniejsze czy oni rzeczywiście mają prawo żeby odebrać mi moją córeczkę,czy te ich groźby i szantaże to tylko forma znęcania się psychicznego i próby wymuszenia na mnie posłuszeństwa.?
Błagam o odpowiedź
pozdrawiam Kamila